Nie ma brzydkich kobiet, tylko czasami wina brak – mówią złośliwi. Z Olą można rozmawiać na trzeźwo, a przede wszystkim konkretnie. Lubi inwigilować ludzi, szuka odpowiedzi na jedno ważne pytanie, a w wolnej chwili projektuje buty. Poznajcie jedyną kobietę w stadzie. Ale za to jaką!

Co robisz wśród królików?

– Jestem.

A co należy do Twoich zadań?

– Wszystko i nic, a to jednocześnie bardzo mało i bardzo dużo. Zajmuję się tekstami i rekrutacją. Próbuję się wdrożyć w strony internetowe, co z jednej strony mnie intryguje, ale z drugiej wzbudza trochę strach, bo czasami się obawiam, że kiedy coś wcisnę, to to wybuchnie. Ale to też daje mi satysfakcję, zwłaszcza wtedy kiedy coś wcisnę, a to zadziała.

Jesteś jedyną kobietą w stadzie. Czy w związku z tym miałaś jakieś obawy?

– Ja w zasadzie mam tylko kolegów. Zawsze byłam otoczona facetami, więc bardzo dobrze się tutaj odnajduję. To dlatego, że jestem osobą konkretną i bardzo nie lubię gadki szmatki o dupie Maryni.

Czy w jakiś sposób koledzy dali Tobie odczuć, że jesteś kobietą, przez co muszą się inaczej zachowywać?

– Tak, próbowali powstrzymać się od przekleństw, ale to im nie wyszło. Jak przyszłam do pracy w lipcu, pierwszy tydzień spędziłam z Patrykiem i nie przeklinał. Kiedy pozostali pojawili się w pracy, wytrzymali trzy dni. Aż w końcu powiedziałam im – dajcie już spokój. Wyszło to naturalnie.

Czym się wcześniej zajmowałaś?

– Prowadziłem sklep, w którym można było zaprojektować swoje buty. Kocham buty i kocham bieliznę. Miałam jednak serdecznie dość kobiet, a właśnie głównie one były moimi klientami. Miałam już dość ich braku zdecydowania i nieumiejętności przekazania tego, czego się chce. Stwierdziłam, że trzeba to zmienić. Długi czas nie miałam Facebooka. Postanowiłam założyć profil, znalazłam ogłoszenie i się udało.

Jak myślisz, czym przekonałaś króliki do siebie?

– Nie mam fioletowego pojęcia. Może właśnie tym konkretnym podejściem do tematu? Moje wdrożenie do zespołu przeszło bardzo płynnie. Mam wrażenie, że to oni początkowo bardziej krępowali się moją obecnością niż ja ich.

Czy jest coś, czego o Tobie nie wiedzą koledzy z pracy, a co by ich bardzo zaskoczyło?

– Jest wiele rzeczy, których nie wiedzą, a jeszcze więcej takich, których nie chcę żeby wiedzieli, a to co mi przychodzi na myśl, nie nadaje się do publikacji 🙂 Swoich tajemnic nie wyjawiam. Tak łatwo… Niestety niektórzy mają dar do tego, by coś ze mnie wyciągnąć. Staram się pilnować.

Ile potrzebujesz czasu, by wyrobić sobie zdanie o drugiej osobie?

– Niewiele. Reguły psychologiczne mówią, że pierwsze wrażenie wytwarzamy zanim je zwerbalizujemy. Potem te pierwsze wrażenie może zmienić tylko postępowanie drugiej osoby.

Jest taka rzecz, która odrzuca Ciebie od drugiej osoby?

– Jak płachta na byka działa na mnie nie dotrzymywanie słowa. Jeśli się człowiek na coś umawia, to jest to dla mnie świętość. Bardzo drażni mnie też nie trzymanie porządku.

A czy koledzy dbają o czystość?

(śmiech)

To w takim razie, czy zaczęli bardziej dbać o czystość?

– W kulminacyjnym momencie, zebrałam wszystkie naczynia i postawiłam jednej osobie z zespołu na biurku, przez co nie mógł pracować ani tym bardziej się ruszyć. Zaczynałam delikatnie. Wieszałam karteczki na ścianie z informacjami, że pewne rzeczy same się nie zrobią.

Czyli kran w zlewie nie jest jednak poziomem, do którego mogą rosnąć naczynia?

– Nie. Zlew jest od tego głęboki, by można było do niego włożyć ręce i myć naczynia w taki sposób, by nie chlapać dookoła.

Inwigilujesz ludzi na Facebooku?

– Tak. Robię to z chorej ciekawości. Rzadko mam o kimś negatywne pierwsze wrażenie. Jeśli już ktoś takie sprawia, to musiał się bardzo postarać. Wbrew opinii, nie żyję Facebookiem. Korzystam z niego tylko na zasadzie komunikatora, po to go zakładałam. Biorę ogromną poprawkę na to, co ludzie tam zamieszczają, bo wiem, że to nie określa tego, jacy są naprawdę. Zdecydowanie wolę kontakt twarzą w twarz. Komunikator nie potrafi oddać mimiki, tonu głosu, emocji.

Kiedy ja inwigilowałem Ciebie, to biorąc pod uwagę zdjęcia zauważyłem, że na pierwszym miejscu są buty na obcasie, na drugim buty płaskie, a na trzecim pies. Skąd ta miłość do obuwia? Są ludzie, którzy buty nałogowo kupują, inni wąchają, ale projektowanie?

– To wrodzona miłość. Ja butów nie wącham. No… chyba, że są nowe i dopiero wyciągam z pudełka 🙂 Musiałam dać upust swoim szalonym pomysłom i przelewam to właśnie na buty.

Jakie opinie mają znajomi o Twoim hobby?

– „Ojej naprawdę, to tak się da?”. Ci którzy już wiedzą, zalewają mnie różnorakimi męczącymi pytaniami, co nieraz potrafiło być dobijające i… stąd trafiłam do królików.

Jak radzić sobie z takimi niezdecydowanymi klientami?

– To jest dobre pytanie. Odpowiedzi jeszcze nie znalazłam, ale wciąż usilnie jej poszukuję. Największym problemem w komunikacji, jest brak komunikacji. Rozmowa to podstawa.

By admin Date 14 marzec 2016 Tags Brak komentarzy

Brak komentarzy